„ZAMIAST KOLEJNEJ KIECKI, ZAPŁACĘ ZA JAKIŚ ULTRA BIEG”.


Wdech.Wydech. Noc. Głucho.Ogień. Zapach dymu. Adrenalina. Endorfiny…. i te czerwone cyferki zegara, wyznaczające czas do startu. Jedni skupieni, inni z uśmiechem. Ktoś biega, ktoś robi stretching.

KTOŚ WYCHODZI Z LASU, ŻEBY ZARAZ DEPNĄĆ TAM NA POWRÓT.  3:59, Z UST ORGANIZATORÓW SŁYCHAĆ GROMKIE 3,2,1 !

1977288_10205085232639333_916644588019018631_n

Tak zaczyna się moja opowieść o wycieczce  w góry,  jakże edukującej wycieczce… BESKIDY ULTRA – do 3x sztuka.

W zeszłym roku wymarzyłam sobie cel. Historia znana, opowiadałam o niej nie raz. Zdobyć szczyty własnych gór, zamykając się w dobie. Brzmi lekko i przyjemnie do chwili, kiedy przed oczami staje nam obrazek z rozrysowanym profilem trasy.

10665738_10204928859250096_4804415796632063967_n

Na oficjalnej stronie biegu ( http://www.beskidyultratrail.com/) organizatorzy piszą:

„Wiemy, że w naszej pasji nie jesteśmy osamotnieni – dlatego stworzyliśmy te zawody. By podzielić się z Wami tym co my mamy na co dzień. By pokazać jak pięknie można się spełniać mając do dyspozycji tylko własne nogi. Wreszcie, by dać Wam możliwość wykazania się i sprawdzenia jak daleko sięgają Wasze możliwości. W Polsce jeszcze nie było takiego biegu. Ciężko będzie znaleźć podobny w Europie. Termin to również nie przypadek. Chcemy byście mogli z hukiem zakończyć sezon wspominając piękne, trudne i radosne momenty jakie mamy nadzieję spędzicie z nami. Wierzymy, że piękno i magia naszych gór zauroczą Was tak jak zrobiły to z nami. Jesteśmy pewni, że wrócicie…”

Jak tu nie wracać i nie spełniać marzeń? Nawet jeżeli w stróżkach potu, w basenach łez, przez zaciśnięte zęby walczy się o przetrwanie. Nawet jak na twarz spada Ci deszcz, a skóra zaczyna szczypać jakby ktoś chlusnął solą w policzki. Nawet jak ból rozrywa nogi, żołądek nie przyjmuje już jedzenia, a bidon pusty każe Ci klęknąć nad kałużą z błotem. CHCE SIĘ TAM WRACAĆ. 

* Beskidy Ultra Trial – po raz drugi to też zawody, które w moim odczuciu dały dowód, że trening popłaca i nie mówię tu o swoim starcie w BUT 90.

W PORÓWNANIU DO ZESZŁOROCZNEGO WYDARZENIA EDYCJA 2014 SPEŁNIŁA MOJE OCZEKIWANIA W 200%. Nie jestem wybredna i może też się nie znam (bo przecież to mój 3 start ultra w życiu), ale jako zawodnik, dostałam wszystko to, co było mi potrzebne, żeby przetrwać. Już na starcie góralskie przysmaki w postaci chleba ze smalcem (bosko bosko, węgle + tłuszcze = ENERGIA), potem szybkie zebranie (zajebiście, że obowiązkowe, każdy miał szansę przefiltrować garść potrzebnych informacji aby mieć pogląd co go czeka). Weryfikacja sprzętu też na poziomie – dlaczego? Dlatego, że, i to też już pisałam, tam na górze potrzebne jest absolutnie wszystko do przetrwania.

1475892_10205085233719360_7314984166275952952_n

10636016_10205085234839388_1136080648858617258_n

1653818_10205085234359376_2551392468383754391_n

Dalej błogosławieństwo księdza, na pozór błahe i śmieszne, ale tak szybko jak uśmiech pojawił się na twarzach zawodników, tak samo szybko obrócił się w powagę.  BIEGI GÓRSKIE TO POWAŻNE WYZWANIE, TAM CZŁOWIEK SŁUCHA TYLKO SIEBIE, TAM PO KILKU GODZINACH MARSZOBIEGU NIE JEST SIĘ MIESZCZUCHEM Z WIELKIEGO MIASTA. TAM JEST WALKA Z PRZYRODĄ, SAMYM SOBĄ, Z LOSEM. DIABEŁ SIADA NA RAMIENIU RAZ PO RAZ. TAM TRZEBA SIŁY WOLI, SAMOZAPARCIA I NAWET NIEWIERZĄCY CZASEM KŁADĄ WZROK W KIERUNKU NIEBA.

Arkadiusz – za księdza masz u mnie ponadnormatywny szacunek. Dziękuję.

1157526_10205085233439353_7317155665508940905_n

START

… gdy nadchodzi czas na kopyto, adrenalina uderza do głowy, wymieniam  3 spojrzenia z tatą, który zaciska kciuki i z wyrysowaną troską na twarzy krzyczy:

POWODZENIA MONIKA, OBIECAJ, ŻE TO JUŻ OSTATNI RAZ.

Niestety nie mogę tego obiecać, choć nie raz po drodze przeklinałam decyzję o starcie.

Gdybym miała porównać start w BUT 85 oraz BUT 90, powiedziałabym, że … no właśnie nie wiem. Czy lepsza jestem, czy silniejsza, co zrobiłam źle, a gdzie mam plusa? Wzięłam na klatę garść pochwał i szacunek, wzięłam też tonę negatywów.

Czuję się troszkę przegrana bo naturalne jest, że każdy z nas lubi wracać z tarczą, a nie pod nią. Gorycz, żal, złość i smutek były w chwili gdy schodziłam z trasy, ważąc każdy krok, gdzie buty tonęły w błocie, ręce obijały się o drzewa, a w oddali było tylko widać gwiazdy i mroczne niebo. Fakt, że masz czas, masz siłę w sobie i wolę walki, gdzie spełniasz warunki, a musisz powiedzieć STOP/ GAME OVER – to tak jakby Ci ktoś na żywca serce kradł.

Straciłam orientację w terenie w drodze na Baranią Górę. Zaklinałam czas, przeklinałam wszystko i wszystkich. Z pozycji liderki, spadłam z euforii w dramatyczną pogoń z czasem i samą sobą. Straciłam wodę, straciłam siły, raz po raz lądując na „poboczu” oddając materiał energetyczny, którego żołądek nie przyjmował. Popłakałam się jak Piękna, gdy pogubiona zadzwoniłam do Michała i ten kazał wracać, a ja miałam już ponad 45 minut w plecy. Kolejne 45 oznaczało 1,5h w nogach kolejny stres. Walka. Dół. Niemoc. Zaczęło padać, opadła też mgła i w tym wszystkim ja – paniusia z tipsami dłuższymi od rzęs.

1962874_10205085232079319_1940011444003563996_n

Dobiegłam do zielonego szlaku, cudem trafiłam na Stefa, który stał się moim kompanem doli i niedoli. Cudownie było w końcu z kimś zamienić kilka słów. „Keep going number 118, keep going”, ” do not stop”, „NEVER EVER GIVE UP”. Wiele jemu zawdzięczam. Wiele też zawdzięczam Edycie, 1 z 3 kobiet na dystansie 90 km. Edyta, krucha blondyneczka, którą minęłam na starcie, dziewczyna ze stolycy – DZIEWCZYNA KTÓRA JEST MOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ BIEGOWĄ OD PIERWSZYCH WSPÓLNYCH KM. Gdy Stef podjął decyzję o zejściu z trasy, z Edytą za rękę, po omacku poszłyśmy w głuchą ciszę. Wspierałyśmy się jak stare dobre znajome.

NIESAMOWITE SĄ TE WSZYSTKIE EMOCJE. NIE DO OPISANIA. RESZTĘ ZOSTAWIĘ DLA SIEBIE.

ZAMIAST KOLEJNEJ KIECKI, ZAPŁACĘ ZA JAKIŚ ULTRA BIEG. KOBIECOŚĆ TO URODA I SIŁA. MAM TO.

Poznałam wspaniałych ludzi.

10304429_10205085123596607_3799919886712587811_n

Dziękuję za wsparcie wszystkim przyjaciołom:

Mamo, tato, siostro, Bartosz, Magda Rzyman, Beata, Marta i Jacek Karman, Marek Stokłosa, Sebastian  i Barbara Wyszyński, Ewelina i Arek Baranowski, Marek Skrzyp, Dorota Korczyk, Karolina i Krzysztof Baron, Marcin Kaleciński, Krzysztof Grygoruk, Paulina Holtz, Marcin Skorupski, Piotr Paluch, Matej, Agness, Ela, Pieter Runner…

1013255_10205085232399327_2847648157633718874_n

Reklamy

ULTRArun.


Im więcej trenuję tym bardziej mi się chce przełamywać bariery w obranych dziedzinach. Do zeszłego roku działałam jednokierunkowo, będąc miłośniczką treningu siłowego kettlebells, dzisiaj natomiast kultywuję połączenie siły z bieganiem, praktykując dynamikę w plenerze. Biegam, maszeruję, zdobywam szczyty górskie.

duze-3

Kim jest człowiek, który zmierzył się z dystansem 42 km na maratonie? Ile czasu, treningu i wyrzeczeń kosztuje tych, którzy przekraczają magiczne czasówki (3h, 3:30h, pozdrawiam Sebastian, Kuba, Tomasz, Arek, Doris, Marek, )? KIM ZATEM JEST TEN, KTO WYKRĘCIŁ 50/60/70 I WIĘCEJ KILOMETRÓW? Nie generalizuję, nie podam odpowiedzi, bo w świecie biegaczy jestem ciągle i wciąż tą silną, której się biegać zachciało. Wiem natomiast jedno, gdyby nie żelazo i trening SIŁY, nie byłoby w ogóle mowy o starcie w ULTRA. Teoria przekładana na trening, determinuje gotowość do zawodów. Zapanować nad techniką, podgrzać do czerwoności oddech przy wytrzymałościówce, dobrze rozciągnąć i na koniec jeszcze zaplanować posiłki. TYLE, RESZTA PRZYCHODZI ALBO NA SZLAKU, ALBO TAM NA SCENIE:

1243891_626098280744010_20802437_o

1276361_626098974077274_1009870743_o

W zeszłym roku mój tok treningowy miał charakter dwupoziomowy, siła w IRONia i wytrzymałość w biegu górskim. Gdyby słuchać filozofów z książek, pogodzenie dźwigania i biegania, jest prawie nieosiągalne, a jednak podjęłam się wyzwania. Prawie równocześnie odbyły się dwie imprezy, o zupełnie odmiennym charakterze.  Mowa oczywiście o wspominanych już nie raz zawodach w Bielsku Podlaskim oraz starcie w ultrabiegu. Lipiec, sierpień, wrzesień. Dwie duże imprezy zakończone laurami. Trzecia obkupiona lekkim załamaniem i uszczerbkiem na zdrowiu. BUT na dystansie 85 km, to bardziej nauka siebie niż szczęśliwy finał.

NIGDY NIE ZAZNAŁAM TAK GŁĘBOKIEGO WGLĄDU W SIEBIE, JAK TAM NA SZCZYTACH.

NIGDY NIE SŁYSZAŁAM TAK SWOJEGO WEWNĘTRZNEGO JA, JAK NA TYCH STROMYCH PODEJŚCIACH.

NIGDY NIE BYŁ TAK WYRAŹNY SYGNAŁ BIJĄCEGO SERCA I DŹWIĘK TRZESZCZĄCYCH MIĘŚNI, GDY WSPINAŁAM SIĘ POZA SZLAKAMI W CIEMNOŚCI, SZUKAJĄC DROGI I ŚWIATŁA.

NIGDY TEŻ NIE WIEDZIAŁAM JAK SMAKUJE GORYCZ PORAŻKI ZAWODNICZEJ, KIEDY PRZYSZŁO MI ZMIERZYĆ SIĘ Z KONTUZJĄ NA 20 KM PRZED METĄ.

http://www.beskidyultratrail.com/

10009299_10203671297731844_1576520003_n

10153089_10203671296651817_1999490817_n

Biegaczy przybywa i co rusz można napotkać kogoś mknącego przed siebie. W miarę jak maratony stają się coraz popularniejsze, ich wersje ultra – kiedyś zarezerwowane dla zapaleńców albo masochistów, zaczęły ściągać tysiące uczestników. 50, 80, a nawet 160 km – to nie dystans dla każdego. Ale jeśli przebiegasz maraton, możesz też skończyć ultra i to bez porzucania pracy. Być może jednak najpierw warto odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: „po co?”

Michael Finkel, biegacz długodystansowy:

…”Stojąc w lekkiej panice na starcie biegu Western States Edurance Run (160 km) zadałem sobie nieuniknione pytanie: co ja tutaj robię? Przygotowując się do ultramaratonu wierzyłem, że będzie to swego rodzaju perwersyjna przyjemność. Przez 15 lat biegałem intensywnie, choć głównie na średnich dystansach. Ukończyłem kilka maratonów. Przestały one jednak być biegowym everestem. Motywuje mnie poszerzanie swoich fizycznych i psychicznych granic, a euforia jest dla mnie głównym produktem ubocznym wyczerpania. Test w postaci 160-km ultramaratonu wydawał mi się nową granicą do pokonania…

Po 120 km moje ciało zaczęło się zamykać, ledwo mogłem mówić, jeść czy sformułować jakąkolwiek myśl. Bolały mnie plecy, rwały stawy. Wciąż miałem do przebiegnięcia jeden maraton. Mimo to wciąż byłem w stanie w umiarkowanym tempie stawiać jedną stopę przed drugą. I właśnie tak robiłem: biegłem wzdłuż szlaku, przez ciemność, w stanie nieważkości, niemal euforii, gdzieś daleko poza wyczerpaniem. Pokonaliśmy ostatnie wzgórze, dotarliśmy na szkolną bieżnię. To już ostatnie, ekstatyczne kroki tuż przed metą…”

Michael ukończył owe 160 km w 23 godziny, mi moje 100 km zajęło 21 godzin  – JAKA PRZEPAŚĆ! Co jest jednak wspólne, to poczucie tuż za linią mety. Euforia przełykana łzami, zmęczenie ciała, wzniesienie ducha. Bieganie długodystansowe zmienia – uczysz się cierpliwości, przesuwasz granice odporności na stres, sięgasz do głębokich rezerw energii, nabierasz samodyscypliny i poprawiasz koncentrację. 

Jak zatem dojśc z punktu 42 km do 80 km? Nie musisz od razu tak drastycznie podchodzić do startu. Jeżeli dałeś radę ukończyć zwykły maraton, dasz radę i wersji ultra. Liczą one od 50 do ponad 240 km, ale większość decyduje się na wersje 50 km lub 80 km. Przebiegnięcie 80 km nie wymaga dwa razy więcej treningu niż w przypadku maratonu. Nie musisz podwajać kilometrażu. Kluczem jest długi bieg raz w tygodniu. Im jest dłuższy, tym więcej czasu potrzebujesz potem na regenerację. Efekt? Może skończyć się na tym, że będziesz miał więcej wolnych dni niż wtedy, kiedy przygotowywałeś się do maratonu.

TRENING TO JEDNO, ALE PLANOWANIE TO RZECZ NADRZĘDNA!

Przygotowując się do startu na dystansie powyżej królewskiego, powinieneś przygotować się na wiele sytuacji, bo łatwo nie będzie.

4 ultraważne umiejętności ultramaratończyka:

1. Jedzenie na trasie – rozstrój żołądkowo-jelitowy jest dość częsty, kiedy Twój żołądek usiłuje trawić, podczas gdy mięśnie zużywają całą krew. Eksperymentuj przed biegiem, żeby znaleźć jedzenie, które łatwo strawisz. Fruktoza (której pełno w różnych sportowych napojach i batonikach) drażni żołądki niektórych biegaczy, dlatego możesz spróbować zastąpić ją maltodekstryną.

2. Pierwsza pomoc dla stóp – podrażnione miejsce może w jednej chwili wypełnić się ropą, dlatego musisz reagować natychmiast. Spróbuj wcześniej owinąć taśmą palce, pięty oraz posmarować miejsca najbardziej wrażliwe na otarcia. Noś lekkie getry, żeby kamienie i pył nie dostawały się do butów. W punkcie żywieniowym mniej więcej w środku dystansu powinny na Ciebie czekać suche buty i skarpetki, na wypadek gdyby pierwsze były przemoczone.

3. Zbieganie – nic nie nadweręża mięśni czworogłowych bardziej niż zbieganie. Jeżeli przymierzasz się do górskiego wyścigu, trenuj wcześniej tak, aby nogi mogły się zaadaptować do takich warunków. Trening biegowy uzupełnij treningami na siłowni.

4. Bieganie w ciemnościach – jako że podczas wielu ultramaratonów biegnie się w nocy, kup sobie czołówkę z lampami LED-owymi i trenuj, nosząc ją na głowie. Musisz przyzwyczaić się do jej podskakującego światła, ciężaru na głowie itd. Niektórzy biegacze zabierają ze sobą także latarkę, żeby widzieć jeszcze lepiej. Pamiętaj, że im lżejsza, tym lepsza – baterie muszą wystarczyć na przewidywany czas biegu plus 10-15% zapasu. Wystarczy, jeśli jej światło sięga na kilka metrów.

24a8e16d8f42505490a3430c3e4c556e

Ultra bieg to temat rzeka. A co zrobić by „ten pierwszy raz” był udany i czego się wystrzegać?

Na pierwsze ultra powinno się wybrać zawody nie przesadzając z trudnością. Wiadomo, że na ową trudność składa się kombinacja dystansu i przewyższenia, a więc powinniście zdecydować się na coś przyswajalnego. Z jednej strony będzie Wam to łatwiej przełknąć i nie zniechęcicie się, a z drugiej, w oczach rodziny i znajomych i tak będziecie „ultrasami”;-) Kolejno ważnym czynnikiem jest nocleg, który bezwzględnie powinien znajdować się blisko startu tudzież mety. Spełniając powyższe punkty, możecie skupić się już tylko na wyciszeniu, koncentrując myśli, wizualizując siebie na trasie. Psychika to najważniejsza część programu i o tym pozwolę sobie przytoczyć słowa trenera kadry olimpijskiej biegaczy.

TOMASZ LEWANDOWSKI: 

http://marcin-lewandowski.pl/aktualnosci/1875-tomasz-lewandowski-oficjalnym-trenerem-reprezentacji-olimpijskiej.html

” Siłą napędową w konkurencjach wytrzymałościowych często jest nasza psychika. Nigdy nie wiemy do jak wielkiej determinacji zmusi nas sytuacja. Są ludzie, którzy potrafią przekraczać swoje możliwości praktycznie co bieg, wówczas ich ciało jest już na skraju wyczerpania, jednak psychika nie pozwala na zaprzestanie biegu jest to godne podziwu, ale również niebezpieczne, ponieważ może doprowadzić do trwałych zmian w naszym organizmie… Uważam, że człowiek dobrze przygotowany do wyzwania (w tym przypadku biegu na dystansie ultramaratonu ) ogranicza ryzyko niepowodzenia oraz uszczerbku na zdrowiu. Z punktu widzenia teorii sportu, niemożliwym jest przygotowanie naszego organizmu do biegu na tak długim dystansie trenując, biegnąc jedynie jednorazowo na treningu kilkusetmetrowy odcinek. Nasz organizmu musi w jakiś sposób przygotować się do wykonania tego zadania, przygotować układ oddechowy, krwionośny oraz aparat ruchu do czekającego go wysiłku. Z własnego doświadczenia wiem, że Kenijczycy nie opierają swojego treningu jedynie na kilkusetmetrowych odcinkach…”.

13 dni do startu!

 

Nie nogi biegają!


Poza stopą , która jest głównym punktem kontaktu z glebą, TO NIE STOPA BIEGA, bynajmniej nie tylko stopa.

W kwestii biegania ważne poza wybieganym kilometrażem, regeneracją, dietą, butami dobranymi do stóp, są MIĘŚNIE! Nie wierzycie? Biegacze często omijają siłownię szerokim łukiem, widząc dobro głównie w kilometrach  i butach.

Z moich obserwacji wynika, że ponad połowa początkujących biegaczy zaczyna swoja historię zupełnie przypadkowo. Niestety, bo wykonując treningi biegowe, bardzo duże znaczenia ma nie sama aktywność, ale przed biegowe przygotowanie ciała.

Po pierwsze siła mięśni posturalnych ( tzw silny gorset mięśniowy), kolejno ważne jest wzmocnienie stawów, kończyn – jak się okazuje, nie tylko nóg, ale głównie rąk.  

Na zadanie pytanie:

– „co biega”,

większość z Was powie:

-„nogi”.

Według mnie, biegają głowa, ręce, plecy, biodra, uda, łydki, kostki, etc etc!  Poniżej prezentuję obraz mapy mięśniowej całego ciała. Nie tylko kobiecego… 😉

2814818486909912hoVwXIdkc

Nie wyczytałam tych mądrości na blogach, forach czy artykułach sportowych. Jestem charakterem, który szuka własnych rozwiązań. BADAM SAMA, uczę się. Potem czytam, porównuję i konfrontuję. Tak też jest w temacie biegania. OD KILKU LAT USKUTECZNIAM TRENINGI TYPU CROSSFIT. Lubię jak się dzieje dużo, szybko, mocno. Przekraczam swoje bariery, staję się diabłem w wątłym kobiecym ciele. Uczę się siebie, a potem to przekazuję dalej. Ot, taki coaching.

Poniżej przedstawiam wycinek z wywiadu z Marcinem Żuk (oczywiście na temat biegania) , prezentowanego na stronie:

http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105613,15431959,Biegacze_za_duzo_biegaja.html

„BIEGACZE ZA DUŻO BIEGAJĄ”

– Zamiast ciągle biegać, warto popracować nad siłą. Na przykład Kenijczycy. Są szybcy, ale słabi fizycznie – mówi Marcin Żuk, który planuje 1000 km przez 4 pustynie. 

To jak ty się przygotowujesz?

M. Ż.:  Postawiłem na siłę. Dwa dni biegowe zamieniłem na przygotowanie siłowe. Biegam dużo mniej niż wcześniej, spędzam za to więcej czasu na siłowni, bo przez cały bieg będę miał ok. 10 kg na plecach. Zacząłem tak trenować po wakacjach. Przebiegłem kilka maratonów, poprawiłem życiówkę, która teraz wynosi 3:59:49. Złamałem cztery godziny, co dało mi dużą satysfakcję, ale wiem, że sportowo to jest słaby wynik. Dla mnie sukcesem jest to, że następnego dnia nic mnie nie bolało, a sześć dni później poprawiłem życiówkę na 10 km. Mój organizm się zregenerował, a to dla mnie większa frajda niż maraton przebiegnięty kilka minut szybciej. W weekend wybieram się 20-30 km z plecakiem. Do tego dochodzi trening siłowy, który trwa 1,5 godziny. Pierwsze 20 minut to interwały na bieżni, szybkie powtórzenia, a później ćwiczę. Raz w tygodniu robię 10 km, które łącze z crossfitem. To w zasadzie tajemnica siły i regeneracji. 

Na czym to polega?

M. Ż.: Crossfit biegowy to trening siłowo-wytrzymałościowy, wykonywany na wysokim tętnie, angażujący całe ciało. Więcej ćwiczę, niż biegam. Paradoksalnie biegacze za dużo biegają. Dla przykładu: mam godzinę, idę na Agrykolę. Większość biegaczy robi przebieżkę, potem pokona jakiś dystans, na koniec robi skipy, czyli dynamiczny bieg z wysoko podciągniętymi kolanami. Ja w 50 minut przebiegam ok. 10 km, ale podczas tych 25 okrążeń robię coś jeszcze. Po pierwszym – 20 przysiadów, po drugim – 10 pompek, po trzecim – 20 brzuszków. I tak na zmianę, osiem cykli. A przed ostatnim okrążeniem robię przysiady, brzuszki i pompki. Jeśli uda się to komuś w godzinę, to znaczy, że jest dobry. Próbowałem tego z biegaczami, którzy są ode mnie szybsi, ale się im nie udało. To inny rodzaj wysiłku, bo tutaj angażowane są dodatkowe mięśnie, co powoduje większą utratę tlenu.

W związku z tym, że biegam zaledwie rok, a na swoim koncie mam tylko 1500 km, to pewnie wypowiadać się nie bardzo mogę, ALE WIEM CZYM DLA STAWÓW, BIODER, LĘDŹWI …JEST BRAK PRZYGOTOWANIA SIŁOWEGO.

Nie raz wyśmiana, wytknięta przez „wyjadaczy”, zdradzam Wam mój sekret. MOJE PRZYGOTOWANIE DO PIERWSZEGO W ŻYCIU ULTRAMARARONU (jakim był bieg KBL w Kotlinie Kłodzkiej), TO POZA WYBIEGANIAMI KILOMETRÓW, WYTRZYMAŁOŚCIOWO SIŁOWE TRENINGI TYPU CrossFit, kettlebells, weightlifting oraz wzmacniania na piłkach.

280419514268142614rO8PMqQAc

Podstawy miałam solidne i chociaż ciało „po przejściach” ( 2 przepukliny), to nie poddałam się. Zaprocentowało to miłością do ULTRARUNNING. Dzisiaj wiem, że zanim depnie się w wybieganie, należy zadbać o solidną zbroję, najlepiej wykutą z żelaza. Trzeba wzmocnić  słabe strony , które najbardziej cierpią podczas biegania. Kolana. Biodra. Kręgosłup. Barki…

Stawiając na wszechstronność, polecam funkcjonalkę oraz trening z wolnymi ciężarami. Co daje taki trening?:

  • ogólnorozwojowość – czyli max muscles workout,
  • przygotowanie do wszelkiej aktywności fizycznej,
  • rozwój siły wraz z wytrzymałością.

Dzięki full body workout w szybkim czasie (jak wspominałam moje przygotowanaia trwały 6 miesięcy) możemy zmaksymalizować efekty ćwiczeń. Oto przykładowe

Goblet Squat:

DSC_9523m

 

 

Deadlift:DSC_9735m

 

Press: DSC_9485m

 

Turkish Get Up:

DSC_1051

Ćwiczeń jest wiele, możliwości konfiguracji prawdopodobnie jeszcze więcej. Najważniejsze jednak  poza uporem (czyt. siłą charakteru) są konsekwencja, regeneracja potreningowa oraz samo bieganie.  Jeżeli zakładamy sobie jasne cele, to w sposób przemyślany należy się również  przykładać do treningów, które powinny być miksem treningu funkcjonalnego, siłowego oraz biegania.

* Jeszcze jedno jest ważne, ale tego nauczyłam się niedawno… REGENERACJA – przez duże eR! Na zmęczonym ciele, nie mam mowy o budowaniu formy, a jedynie o kontuzjach i przeciążeniach. A te z kolei, są drogą do rehabilitacji, a nie zdobywania medali biegowych.

Bestia Biega / www.ironia.bielsko.pl